piątek, 30 maja 2014

Prędzej Kutrzygwiazdki Piechotą



Czyli jak nic sobie nie robić z pasażerów. Taaa, o kolejkach będzie.

1. Tragedia w wielu aktach:
AKT I
Dzieje się w dniu o nazwie środa

Scena I
Dzielna bohaterka przybywa na peron. Aż tu wtem! na 5 minut przed spodziewanym przyjazdem pociągu... GROZA!

Straszny głos ze szczekaczki
 ewidentnie wielce znudzony
  Pociąg z Łodzi Kaliskiej do Warszawy Którejśtam został odwołany. Za utrudnienia przepraszamy.

Dzielna bohaterka czeka. I czeka. I czeka. Zbawienie! Tylko o 15 minut spóźniony, nadjeżdża inny pociąg, po 30 sekundach od zatrzymania zostaje zapchany po brzegi, ale bohaterka cudem otrzymuje miejsce na galerii dla VIP-ów, czyli siedzi na schodach.

Irytująca kretynka o sztucznie dziecięcym głosiku
(kopiąc bohaterkę w plecy podczas wdzięczenia się do siedzącego obok kolegi)
 I ja mówię, hihihih, i on mówi, hihihihi (...)

Bohaterka
 nieco zirytowana
  Przepraszam, czy mogłaby pani nie kopać mnie w plecy i nie brudzić mi bluzy? Będę bardzo wdzięczna.

Irytująca kretynka o sztucznie dziecięcym głosiku
 ignorując prośbę
  I na meczu, hihihi, ja tak niewyspana, hihihi (...)

Dzielna bohaterka
 pod nosem mruczy
  Nie dość, że głośna, to jeszcze tępa!

Irytująca kretynka o sztucznie dziecięcym głosiku
 milknie naraz, usłyszawszy ten jakże przyjemny komentarz na swój temat, po czym sprzedaje bohaterce kopa raz jeszcze i wybywa z pociągu

Scena II
Dworzec Warszawa Zachodnia. Bohaterka spostrzega, po wnikliwym obadaniu tablicy odjazdów, że pociąg nałapał opóźnienia dodatkowego, wobec czego w chwili obecnej stałaby tam i kwitła, czekając minimum 25 minut na SKM na lotnisko.

Dzielna bohaterka
 coraz bardziej poirytowana, wraca do pociągu, z którego wysiadła; a ten jeszcze stoi i czeka swego czasu
  No żesz kutrzygwiazdki!

Akt II
Dzieje się w dniu o nazwie czwartek

Scena I
Dzielna bohaterka stoi w deszczu na peronie. Wiaty brak, bo jak wiemy wszyscy, ludziom stojącym na peronie takie ustrojstwa jak wiata potrzebne nie są, każdy lubi jak mu wieje i leje.

Straszny głos ze szczekaczki
 ewidentnie wielce znudzony
  Pociąg z Łodzi Kaliskiej do Warszawy Którejśtam przyjedzie z opóźnieniem około 5 minut. Za utrudnienia przepraszamy.

Pociąg
 spóźniony 15 minut
  Tuuut!

Scena II
Dworzec Warszawa Zachodnia. Dzielna bohaterka decyduje dziś, że nie uda się do metra, bo to nie warte zachodu i czas marnuje, wobec czego poczeka 15 minut na SKM. Mija 15 minut

Dzielna bohaterka
 szamiąc bułę zauważa(ze syrem, jakby to kogo interesowało), że jej SKM opóźniony jest o 5, 10... zaraz, 15! nie 20! a nawet 25 minut
  Nof fuczygfiastki

Scena III
Dzielna bohaterka cudem zdąża na pociąg, który odjeżdża o pół godziny wcześniej niż ten, którym zazwyczaj jeździ. Humoru nie psują jej początkowo nawet 3 nierozgarnięte panienki, piszczące nad gazetą i telefonem. Do czasu aż…

Pociąg
 staje

Dzielna bohaterka
 dojeżdżając do stacji docelowej później, niż powinien dojechać zazwyczaj wybierany pociąg
  Ja chromolę...

AKT III dzieje się w dniu o nazwie piątek

Scena I
Dzielna bohaterka kwitnie znowu na peronie. Nie odzywa się nawet straszny głos ze szczekaczki. Pociąg spóźnia się 15 minut, bohaterka wraz z innymi wsiada. Pociąg jedzie, jedzie... i staje!

Smutny głos ze szczekaczki wewnętrznej
 Z powodu, że ponieważ, pociąg zwiększył opóźnienie do około 25 minut.

Pociąg
 stoi i stoi, a potem dalej stoi

Scena II
Dworzec Warszawa Zachodnia. Wszystko opóźnione - od 5 do 30 minut.

Metaliczny głos ze szczekaczki
 Za utrudnienia przepraszamy, przepraszamy za utrudnienia, bzzzt!

2. Remonty. No remontują, niby dobrze, a wcale, że nie. Średnicowy most i tunel remontują co roku, kawałki przy Pruszkowie, Grodzisku, Żyrardowie męczą co jakiś czas o 4 lata bodajże. I co? Psinco, nadal wielkie zapotrzebowanie na remonty, trzeba rozpirzyć 80% tras po nie wiadomo co, a efektów nie widać.

3. Wakacje a sprawa pasażerska. Zbliża się upragniony koniec szkoły, więc wiadomo - tniemy pociągi! Bo tylko studenty i dzieci jeżdżą pociągami, żaden pracujący człek nie potrzebuje ich wcale a wcale, bo ma albo własny samolot albo co najmniej auto z przydziałowym Janem.

4. Informacja. Jakaś jest, ale czy naprawdę nikt nie wie, że pociąg, który powinien wyjechać 2 godziny temu został odwołany? Albo, że jakiś pociąg ma takie i takie opóźnienie, więc sobie idźcie gdzieś, a nie sterczycie, czekacie, a tu 5 minut po czasie przyjazdu walą wielką rewelację, że opóźniony.

5. Rozkład. Po co, do chmurwy białej, 3 pociągi w odstępie 2 minut od siebie, a potem przez godzinę nic? Co to daje i komu, bo jakoś nie rozumiem zupełnie, prócz tego, że masa ludu przybywa te 3 minuty po odjeździe ostatniego z wymienionych wcześniej "seryjnych" pociągów i sterczy jak widły w gnoju przez godzinę (albo i więcej, zależnie od utrudnień strasznych). A te utrudnienia to zwykle dlatego, że pierdyliard pociągów musi się minąć na trasie, bo jakieś matoły ustawiły po 3 lub więcej w serii i co? I fszysko stoi i czeka.

6. Opóźnienia. Ja rozumiem, że jak śniegiem sypnie to się pociągi spóźniają. Ale żeby w maju, kiedy nic się za specjalnie nie dzieje, to wszystkie prawie poopóźniane po 20 minut? Co to ma, do licha, być? To cywilizowany kraj, pociągi nie jeżdżą przez góry, tunele drążone na bieżąco kilofami, dżungle, nie zjadają ich smoki ani nic, a i tak się spóźniają. Żeby na odcinku 50 km nie dało się niczym dojechać na czas?!

7. Ilość jednostek/wagonów. Co za jełopy zgadzają się na "puszczenie" jednej jednostki KM czy 5 wagonów TLK w godzinach obłożenia takiego, jakie ma moja kanapka z serem grillowanym (a wszyscy wiedzą, że ja ser na gorąco to jak koń owies)? Co to ma w ogóle być, jak oni to liczą, kto to wydumał i czy w ogóle widział jak wyglądają perony i wsiadanie do pociągu?

Konkluzja jest taka, że życzę wszystkim kolejowym możnowładcom coby musieli dojeżdżać do roboty i wszędzie pociągiem, a za każdą minutę wynikłego spóźnienia musieli bulić takie kary, że z pensji po 2 dniach zostałyby im resztki. Ktoś za te absurdy bierze grubą forsę, ktoś to organizuje, jacyś idioci ustawiają rozkłady. I nie mam pretensji do obsługi pociągu, bo oni to sobie mogą pomachać ręcyma, a i tak oberwą za decyzje góry. A góra ma pasażerów gdzieś, na listy nie odpisują albo "bla, bla, bla to nie nasza wina tylko wiatru z Księżyca i bardzo nam przykro, my są niewinni".

Hejt na pasażerów-ćwoków będzie inną razą.

2 komentarze:

  1. Zawsze możesz iść piechotą... to tylko ze 40 kilometrów, jakieś siedem godzin marszem...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biegać będę, a co! Akuratnie maraton wychodzi, więc jak się wprawię to w 4h w jedną stronę zdążę, zawstydzę PKP!

      Usuń