AKT I
Dzieje się w dniu o nazwie środa
Scena I
Dzielna bohaterka przybywa na
peron. Aż tu wtem! na 5 minut przed spodziewanym przyjazdem pociągu... GROZA!
Straszny głos ze szczekaczki
ewidentnie
wielce znudzony
Pociąg z Łodzi Kaliskiej do Warszawy Którejśtam został odwołany. Za
utrudnienia przepraszamy.
Dzielna bohaterka czeka. I
czeka. I czeka. Zbawienie! Tylko o 15 minut spóźniony, nadjeżdża inny pociąg,
po 30 sekundach od zatrzymania zostaje zapchany po brzegi, ale bohaterka cudem
otrzymuje miejsce na galerii dla VIP-ów, czyli siedzi na schodach.
Irytująca kretynka o sztucznie
dziecięcym głosiku
(kopiąc bohaterkę w plecy
podczas wdzięczenia się do siedzącego obok kolegi)
I ja mówię, hihihih, i on mówi, hihihihi (...)
Bohaterka
nieco
zirytowana
Przepraszam, czy mogłaby pani nie kopać mnie w plecy i nie brudzić mi
bluzy? Będę bardzo wdzięczna.
Irytująca kretynka o sztucznie
dziecięcym głosiku
ignorując
prośbę
I na meczu, hihihi, ja tak niewyspana, hihihi (...)
Dzielna bohaterka
pod
nosem mruczy
Nie dość, że głośna, to jeszcze tępa!
Irytująca kretynka o sztucznie
dziecięcym głosiku
milknie
naraz, usłyszawszy ten jakże przyjemny komentarz na swój temat, po czym
sprzedaje bohaterce kopa raz jeszcze i wybywa z pociągu
Scena II
Dworzec Warszawa Zachodnia.
Bohaterka spostrzega, po wnikliwym obadaniu tablicy odjazdów, że pociąg nałapał
opóźnienia dodatkowego, wobec czego w chwili obecnej stałaby tam i kwitła,
czekając minimum 25 minut na SKM na lotnisko.
Dzielna bohaterka
coraz bardziej poirytowana,
wraca do pociągu, z którego wysiadła; a ten jeszcze stoi i czeka swego czasu
No żesz kutrzygwiazdki!
Akt II
Dzieje się w dniu o nazwie
czwartek
Scena I
Dzielna bohaterka stoi w deszczu
na peronie. Wiaty brak, bo jak wiemy wszyscy, ludziom stojącym na peronie takie
ustrojstwa jak wiata potrzebne nie są, każdy lubi jak mu wieje i leje.
Straszny głos ze szczekaczki
ewidentnie
wielce znudzony
Pociąg z Łodzi Kaliskiej do Warszawy Którejśtam przyjedzie z opóźnieniem
około 5 minut. Za utrudnienia przepraszamy.
Pociąg
spóźniony 15 minut
Tuuut!
Scena II
Dworzec Warszawa Zachodnia.
Dzielna bohaterka decyduje dziś, że nie uda się do metra, bo to nie warte
zachodu i czas marnuje, wobec czego poczeka 15 minut na SKM. Mija 15 minut
Dzielna bohaterka
szamiąc
bułę zauważa(ze syrem, jakby to kogo interesowało), że jej SKM opóźniony jest o
5, 10... zaraz, 15! nie 20! a nawet 25 minut
Nof fuczygfiastki
Scena III
Dzielna bohaterka cudem zdąża na
pociąg, który odjeżdża o pół godziny wcześniej niż ten, którym zazwyczaj
jeździ. Humoru nie psują jej początkowo nawet 3 nierozgarnięte panienki,
piszczące nad gazetą i telefonem. Do czasu aż…
Pociąg
staje
Dzielna bohaterka
dojeżdżając do stacji docelowej
później, niż powinien dojechać zazwyczaj wybierany pociąg
Ja chromolę...
AKT III dzieje się w dniu o
nazwie piątek
Scena I
Dzielna bohaterka kwitnie znowu
na peronie. Nie odzywa się nawet straszny głos ze szczekaczki. Pociąg spóźnia
się 15 minut, bohaterka wraz z innymi wsiada. Pociąg jedzie, jedzie... i staje!
Smutny głos ze szczekaczki
wewnętrznej
Z powodu, że ponieważ, pociąg zwiększył
opóźnienie do około 25 minut.
Pociąg
stoi i stoi, a potem dalej stoi
Scena II
Dworzec Warszawa Zachodnia.
Wszystko opóźnione - od 5 do 30 minut.
Metaliczny głos ze szczekaczki
Za utrudnienia przepraszamy, przepraszamy za
utrudnienia, bzzzt!
2. Remonty. No remontują, niby
dobrze, a wcale, że nie. Średnicowy most i tunel remontują co roku, kawałki
przy Pruszkowie, Grodzisku, Żyrardowie męczą co jakiś czas o 4 lata bodajże. I
co? Psinco, nadal wielkie zapotrzebowanie na remonty, trzeba rozpirzyć 80% tras
po nie wiadomo co, a efektów nie widać.
3. Wakacje a sprawa pasażerska.
Zbliża się upragniony koniec szkoły, więc wiadomo - tniemy pociągi! Bo tylko
studenty i dzieci jeżdżą pociągami, żaden pracujący człek nie potrzebuje ich
wcale a wcale, bo ma albo własny samolot albo co najmniej auto z przydziałowym
Janem.
4. Informacja. Jakaś jest, ale
czy naprawdę nikt nie wie, że pociąg, który powinien wyjechać 2 godziny temu
został odwołany? Albo, że jakiś pociąg ma takie i takie opóźnienie, więc sobie idźcie
gdzieś, a nie sterczycie, czekacie, a tu 5 minut po czasie przyjazdu walą
wielką rewelację, że opóźniony.
5. Rozkład. Po co, do chmurwy
białej, 3 pociągi w odstępie 2 minut od siebie, a potem przez godzinę nic? Co
to daje i komu, bo jakoś nie rozumiem zupełnie, prócz tego, że masa ludu
przybywa te 3 minuty po odjeździe ostatniego z wymienionych wcześniej
"seryjnych" pociągów i sterczy jak widły w gnoju przez godzinę (albo
i więcej, zależnie od utrudnień strasznych). A te utrudnienia to zwykle
dlatego, że pierdyliard pociągów musi się minąć na trasie, bo jakieś matoły
ustawiły po 3 lub więcej w serii i co? I fszysko stoi i czeka.
6. Opóźnienia. Ja rozumiem, że
jak śniegiem sypnie to się pociągi spóźniają. Ale żeby w maju, kiedy nic się za
specjalnie nie dzieje, to wszystkie prawie poopóźniane po 20 minut? Co to ma,
do licha, być? To cywilizowany kraj, pociągi nie jeżdżą przez góry, tunele
drążone na bieżąco kilofami, dżungle, nie zjadają ich smoki ani nic, a i tak
się spóźniają. Żeby na odcinku 50 km nie dało się niczym dojechać na czas?!
7. Ilość jednostek/wagonów. Co
za jełopy zgadzają się na "puszczenie" jednej jednostki KM czy 5
wagonów TLK w godzinach obłożenia takiego, jakie ma moja kanapka z serem
grillowanym (a wszyscy wiedzą, że ja ser na gorąco to jak koń owies)? Co to ma
w ogóle być, jak oni to liczą, kto to wydumał i czy w ogóle widział jak
wyglądają perony i wsiadanie do pociągu?
Konkluzja jest taka, że życzę
wszystkim kolejowym możnowładcom coby musieli dojeżdżać do roboty i wszędzie
pociągiem, a za każdą minutę wynikłego spóźnienia musieli bulić takie kary, że
z pensji po 2 dniach zostałyby im resztki. Ktoś za te absurdy bierze grubą
forsę, ktoś to organizuje, jacyś idioci ustawiają rozkłady. I nie mam pretensji
do obsługi pociągu, bo oni to sobie mogą pomachać ręcyma, a i tak oberwą za
decyzje góry. A góra ma pasażerów gdzieś, na listy nie odpisują albo "bla,
bla, bla to nie nasza wina tylko wiatru z Księżyca i bardzo nam przykro, my są
niewinni".
Hejt na pasażerów-ćwoków będzie
inną razą.
Zawsze możesz iść piechotą... to tylko ze 40 kilometrów, jakieś siedem godzin marszem...:)
OdpowiedzUsuńBiegać będę, a co! Akuratnie maraton wychodzi, więc jak się wprawię to w 4h w jedną stronę zdążę, zawstydzę PKP!
Usuń